Od 28 lat wykonuję zawód, który nazwałam kiedyś „zawodem bez satysfakcji”. Bo kiedy mam być zadowolona z wykonanej pracy?
Czy wtedy, gdy wdowa otrzymuje pieniądze po śmierci męża, dzięki czemu może spłacić kredyt i mieć wraz z dziećmi dach nad głową?
Czy wówczas, gdy klientka po otrzymaniu rozpoznania, że choruje na nowotwór złośliwy, otrzymuje pieniądze na tyle istotne, że może powiedzieć lekarzowi: „Panie doktorze, proszę się nie ograniczać w wyborze procedury medycznej, stać mnie na leki nierefundowane przez państwo, stać mnie na godne chorowanie…”?
Czy kiedy matka otrzymuje pieniądze na chorujące dziecko, dzięki czemu nie musi prosić obcych ludzi o wsparcie finansowe podczas procesu leczenia? Każdy wolałby żyć długo i być zdrowy. Mimo to ponad 500 000 ludzi w naszym kraju każdego roku nagle traci życie, o wiele więcej traci zdrowie, a pomimo to od 28 lat niezmiennie słyszę: „Nie mam zamiaru umierać i nie mam zamiaru chorować”.
Ileż muszę w sobie każdego dnia znaleźć:
– wiary w to, że warto jest zupełnie czym innym niż opłaca się,
– siły podczas argumentowania, że warto przygotować się finansowo na ten niespodziewany i tak bardzo niechciany scenariusz życiowy,
– energii, aby wyjaśniać, że nie znam nikogo, kto musiałby rezygnować z kupna czegoś ważnego, tylko dlatego, że posiada program ochronny, a znam bardzo wielu, którzy przez grzech zaniechania spadli do poziomu ubóstwa.
Jak bardzo głęboko musimy zakopać świadomość tego, że NIKT, oprócz samobójców, nie umiera dlatego, że wcześniej to zaplanował?
Co takiego dzieje się z naszą psychiką , że nie dopuszczamy do świadomości faktu, że nasze życie może zmienić się w ułamku sekundy? Niewiele czasu trzeba, aby przeczytać wynik biopsji i usłyszeć od lekarza, to, co może wydawać się wyrokiem.
A może jest tak, że świadomość, że jesteśmy śmiertelni i że nie mamy gwarancji bycia zdrowymi jest tak bolesny, że każda próba wyciągnięcia tego na światło dzienne boli niewyobrażalnie.
Bardzo dobrze znam to z mojej pracy, gdzie często od klientów słyszę: „Pani Alicjo, proszę mnie nie straszyć”. Wtedy wiem, że wyciągnęłam z czeluści to, co było skrzętnie ukryte.
Jedni w takich sytuacjach bronią się rękami i nogami, aby nie dopuścić do przyjęcia faktów, mówiąc znane: „Nie mam zamiaru…”.
Inni biorą byka za rogi i przy mojej pomocy mierzą się z nieuchronnym.
Kiedy wiele lat temu zrozumiałam na czym polega ogromna trudność mojego zawodu, stałam się skuteczniejsza w tym, co robię. Nie zmienia to faktu, że ciągle się dziwię jak łatwo ludziom jest uwierzyć, że umrą wtedy, kiedy uznają za stosowne, a poważne zachorowanie nigdy nie stanie się ich własnym doświadczeniem.
Nikt i nic nie spowoduje, że śmierć i chorowanie znikną z naszego życia. Jedyne, co można zrobić to złagodzić skutki finansowe tych nieuchronnych zdarzeń. Bo skoro są na rynku programy finansowe, które gwarantują nam wsparcie finansowe w tak trudnych momentach, to czy istnieje jakikolwiek merytoryczny argument, aby z nich nie skorzystać?
Życzę Wam wszystkim, aby zmierzyć się z tym tematem i zarządzić nim jak każdym innym ryzykiem.
A potem żyć długo i w zdrowiu.
ALICJA ORZECHOWSKA
doradca ubezpieczeniowy, partner biznesowy Kancelarii Finansowej LEX. Prowadzi konsulting biznesowy w temacie sukcesji przedsiębiorstw. Doradca finansowy z wieloletnim doświadczeniem.