Kiedy to piszę, jestem około 10 tys. km nad ziemią. Właśnie osiągnęliśmy wysokość przelotową, kapitan pozwolił odpiąć pasy. Jestem spokojna. Muszę zaufać człowiekowi za sterami tego kolosa. Niebo jest dziś prawie bezchmurne. Pilot mówi, jaką pogodę zastaniemy po wylądowaniu. Czuję się komfortowo, gdy słyszę pewny, stonowany głos. Kilka godzin w powietrzu to dobry moment na złapanie oddechu, gapienie się w błękit. Bycie tu i teraz. Połowa lipca za nami. Wenus, która jest planetą miłości, piękna i wartości, weszła w znak Lwa. Słońce sprawia, że serce zaczyna mi bić w rytmie miejsc, które odwiedziłam w te wakacje. Za mną kilka intensywnych miesięcy. Moja praca to nieustanny rollercoaster. Nie zwalnia. Przypomina mi trochę rwącą rzekę informacji, która wciąż płynie, zmienia koryto pod...












